Z danych GUS-u wynika, że w roku szkolnym 2016/2017 w województwie pomorskim funkcjonowało blisko 1,4 tys. placówek wychowania przedszkolnego. Choć ich liczba rośnie, wciąż do rzadkości należą te działające w naszym regionie przy parkach biurowych. Jedno z nielicznych takich przedszkoli znajduje się w biurowcu Łużycka Plus.

Leżakowanie, rytmika, posiłki o określonych porach, czytanie bajek, plac zabaw – tymi kilkoma niezmiennymi i ogólnymi kategoriami można opisać dowolne przedszkole. Przy bliższym kontakcie okazuje się jednak, że niekiedy ich definiowanie jest dziś zdecydowanie inne niż jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu. Współczesne przedszkola potrafią być po brzegi wypełnione m.in. jazzowymi zajęciami muzycznymi, lekcjami języków obcych, niestandardowym traktowaniem gastronomii czy fizycznymi i chemicznymi eksperymentami. Zmienia się też podejście do wyboru lokalizacji prowadzenia placówki, bo dla wielu rodziców ważne jest, aby znajdowała się ona w bezpośredniej bliskości ich miejsca pracy.


O specyfice przedszkolnej działalności rozmawiamy z Magdaleną Rutkowską-Dolną, współzałożycielką mieszczącego się w biurowcu Łużycka Plus niepublicznego przedszkola Mały Einstein.

Office Park Blog: Kim był Carl Orff?

Magdalena Rutkowska-Dolna: Niemieckim kompozytorem, w którego dorobku artystycznym znajduje się m.in. „Carmina Burana”. Był także pedagogiem i twórcą metody stosowanej w muzycznej edukacji dzieci, opartej o śpiew i wykorzystanie prostych instrumentów perkusyjnych, np. bębenków, grzechotek czy dzwoneczków. Wykorzystujemy tę ideę tworząc orkiestry orffowskie. Każde z „naszych” dzieci odpowiada za jakiś dźwięk, a pani rytmiczka pokazuje, które, kiedy i jakim instrumentem powinno się włączyć. W ten sposób dzieci bez problemu wyśpiewają sto lat, nie mając świadomości, że grają – nie będąc wirtuozami. Ale uwrażliwia je to na dźwięki i wpływa na ich poprawny rozwój.

 

2

Źródło: Przedszkole Mały Einstein

Ale to chyba nie jedyne zajęcia muzyczne, bo zza ściany dobiega odgłos większych bębnów…

Tak, muzyka jest dla nas bardzo ważna, od najmłodszych lat powinno się mieć z nią kontakt poprzez słuchanie i granie. To podejście jest zresztą wynikiem szerszego, lecz prostego założenia, że dziecko potrzebuje przeróżnych bodźców, żeby mogło się prawidłowo rozwijać. I nie mam tu na myśli zabawek interaktywnych, które „odpowiadają”, jak się je naciśnie. Nie mamy lalek Barbie. Im prostszymi rzeczami dziecko się bawi, tym bardziej pracuje jego wyobraźnia. Nie można podawać mu wszystkiego na tacy. Dlatego uważam, że przedszkola powinny wychodzić poza schematy, nie bać się kreatywności.

 

Jakimi przykładami można to zobrazować?

Mamy oczywiście zajęcia językowe. Dzieci grają u nas w szachy. Jak je wprowadzałam, to starałam się ten pomysł tłumaczyć rodzicom, ale tylko do momentu, gdy usłyszałam od jednego z ojców, absolwenta Politechniki Gdańskiej: „pani Magdo, proszę się nie wysilać, my doskonale wiemy, że to dobry pomysł i po co są szachy”. Planujemy uruchomienie w placówce przy Łużyckiej projektu „Kosmos”, który z powodzeniem działa już w innych naszych przedszkolach. Polega to na tym, że dzieci przynoszą materiały, np. patyki czy kule styropianowe, z których robimy układ słoneczny. W ten sposób dowiadują się, że mała kulka to Wenus, a ta większa z kółeczkiem to Saturn, uczą się nazw.

 

I to działa?

Wierzę, że tak. Proszę zwrócić uwagę, że myśmy się tego w szkole uczyli czytając. Dzieci u nas działają, a to ma wpływ na zapamiętywanie. Pokazujemy dzieciom świat fizyki, chemii w sposób prosty. Weźmy za przykład kostkę lodu – dziecko nie musi wiedzieć, dlaczego dokładnie się rozpuszcza, że zmienia stan skupienia, ale musi poczuć, że coś się z tym lodem dzieje. To nauka poprzez doświadczanie, a nie regułki. Na nie przyjdzie czas w szkole. To jest tak, że ja i moja wspólniczka same jesteśmy mamami i tworząc ofertę zdajemy się na intuicję oraz własne doświadczenia. Korzystamy też z pomysłów naszej kadry. Zatrudniamy na etacie panią psycholog i panią od rytmiki, które są do pełnej dyspozycji dzieci, rodziców i naszych przedszkolanek.

22203761880_bb8a26c3c3_o

Źródło: Przedszkole Mały Einstein

A skąd wziął się pomysł na przedszkola, jak Panie zaczynały?

To było w 2009 roku. Na początku prowadziłyśmy dwa żłobki. Obie ze wspólniczką jesteśmy językowcami, a ona bardziej niż ja typem „człowieka od Excella”. Pracowałyśmy w różnych miejscach, ona w korporacjach, ja w Świnoujściu w Stoczni. Spotkałyśmy się po latach w Gdyni, Magda była wtedy w ciąży z drugim dzieckiem. Pomyślałyśmy, że rodzice wracają do pracy po urlopach wychowawczych i nie mają gdzie zostawić dzieci. I uznałyśmy, że spróbujemy ze żłobkiem, a jej dziecko – syn, więc to podobno szczęśliwie – będzie naszym pierwszym „klientem”. Od początku udawało nam się tworzyć klimat domowego ogniska, miałyśmy nawet ogród. Nasz biznes z czasem ewoluował w kierunku przedszkoli, obecnie prowadzimy cztery placówki, dwie pod szyldem Mały Einstein – w Łużyckiej Plus i w Pomorskim Parku Naukowo-Technologicznym. Marzy nam się też szkoła…

 

Połączenie biurowca z przedszkolem wydaje się naturalne. Jak widzą to rodzice?

Po zainteresowaniu widać, że patrzą na to pozytywnie. Obecnie mamy już tylko pojedyncze miejsca wolne, trwają zapisy na przyszły rok. Coraz więcej osób pracujących przy Łużyckiej do nas dzwoni, głównie pytając o ofertę dla młodszych dzieci – na początku, czyli w 2014 roku, to nie było jeszcze oczywiste. Myślę, że trochę „pocztą pantoflową” rozeszła się dobra opinia o nas, potwierdzona też naszą obecnością w PPNT. To prawda, że połączenie przedszkola z biurowcem wydaje się oczywiste, nawet jeśli w Trójmieście wciąż jest tylko kilka takich placówek. Na pewno rodzice doceniają to, że w razie czego są blisko, np. gdy dziecko ma gorączkę. Ogromnym atutem jest też standard budynku, bo Łużycka Plus to gwarancja, że obiekt spełnia nawet najbardziej wyśrubowane normy i przepisy, jest także czysto. Ale to także wygoda właściciela przedszkola, który jako najemca może liczyć na profesjonalną obsługę, wsparcie, a nawet inicjatywę zarządcy budynku. Warto jednak zaznaczyć, że część rodziców wie o tych zaletach, nie kłóci się z nimi, ale pomimo tego wybiera inne przedszkola.

 

Jak to wytłumaczyć?

3

Źródło: Przedszkole Mały Einstein

Bardzo prosto – to jest budynek biurowy. Raz usłyszałam od jednej mamy, że wybiera przedszkole w wolnostojącym domku, które nie do końca pasuje jej ofertowo, ale to tam czuje klimat ogniska domowego. Tak jak nie każdy chce pracować w biurowcu, tak nie każdy chce oddać dziecko do przedszkola w biurowcu. Ja uważam, że klimat domowego ogniska tworzy przede wszystkim kadra. Dom z ogrodem może okazać się mniej przytulny niż placówka w biurowcu. U nas atmosfera jest znakomita i to bardzo cenią w nas rodzice.

 

Na czym jeszcze im zależy?

Przychodząc do nas znają ofertę z internetu i dlatego starają się zrobić wywiad na temat wspomnianej już kadry, bardzo ważne jest dla nich żywienie, np. forma podawania posiłków. Przywiązujemy do tego dużą wagę i, gdy prę lat temu nie podobało nam się to, co widziałyśmy na rynku, założyłyśmy własną firmę kateringową, którą teraz prowadzi mąż mojej wspólniczki. Dlatego mamy pewność, że jedzenie jest przygotowywane w specjalistycznych piecach, jest też beztłuszczowe. Stawiamy na tradycyjną kuchnię, nie porwałabym się na diety wegańskie czy wegetariańskie. Co ciekawe, od września dzieci same przygotowują sobie śniadania.

 

Z tych kompozycji powstałaby pewnie oryginalna książka kucharska…

Śniadania to nasze poranne rytuały. Tworzymy szwedzki stół, który musi być bardzo kolorowy, mamy specjalne, bezpieczne sztućce i dzieci robią sobie kanapki. I owszem, zdarzały nam się kanapki z dżemem i kiełbasą krakowską, ale tego nie komentowałyśmy. Dziecko zjadło i nie było w tym nic nadzwyczajnego. A dzieci same i podpatrując innych dochodzą do wniosku, że może ten dżem z kiełbachą to jednak nie jest najlepszy pomysł. Ale to uczy podejmowania decyzji, samodzielności. Podobnie robimy z leżakowaniem.

 

Nie wszystkie dzieci je lubią.

Tak i dlatego nie organizujemy leżakowania „na gwizdek”: „a teraz, dzieci, odwracamy się na prawo i śpimy”. Kto zaśnie, ten zaśnie, a kto nie, może słuchać bajek, mamy słuchowiska. Ale zawsze trzeba uszanować, że inni chcą odpocząć, więc należy zachowywać się cicho – to nauka tolerancji i szacunku do potrzeb innych. Myślę, że to kolejny element, który dobrze wpisuje się w naszą filozofię prowadzenia przedszkola. Na wszystkich polach zachęcamy dzieci do działania, eksperymentowania, bo takie aktywności pomagają im się rozwijać.

 

Dziękuję za rozmowę.